Spiderman jeździ z kurierami
Nie uważacie, że usługi kurierskie to błogosławieństwo jakiego udzielił nam oświecony kapitalizm? I czy naprawdę jest ktoś, kto chciałby być skazany na łaskę (tak – łaskę!) Poczty Polskiej? Niecałe trzy miesiące temu skorzystałem z „dobrodziejstw” tej, jakże „wspaniałej”, instytucji, tylko po to, by nadać paczkę kolekcjonerskich komiksów. Zaznaczę: BARDZO cennych kolekcjonerskich komiksów. Pisząc „bardzo cennych”, mam na myśli równowartość jakichś pięciu tysięcy złotych, za pięć niepozornych zeszycików po brzegi wypełnionych obrazkową nowelą. Nie jakąś tam byle jaką, żeby była jasność, a taką ze Spider-Manem i to z ’64 roku, ale wciąż to ledwie 5 zeszycików. Mija tydzień i dostaję informację od Poczty Polskiej, że moje „Spider-Many” przepadły. Ot, tak. Miał miejsce wypadek kolejowy, wagon spłonął, moje pięć kawałków też. Już nawet nie wytaczam sprawy sądowej, po tym, jak odmawiają mi rekompensaty strat, bo mówią, że to tzw. wydarzenie losowe i ono nie może być rekompensowane, zgodnie z międzynarodowym prawem pracy. Słowem – nie ich wina.
Nie ma co się procesować. Mam jeszcze wiele kolekcjonerskich komiksów do wysłania i dobrze wiem, jak to zrobić, żeby nie popełnić tego samego błędu. Tak jak wspomniałem na początku: usługi kurierskie to błogosławieństwo kapitalizmu. Niech na mnie zarobią. Niech się nawet nie spieszą z przesyłką. Tylko – na Boga – niech nie konfiskują moich komiksów, a potem niech nie próbują tego tłumaczyć jakimś kosmicznym wypadkiem kolejowy, o którym nikt nic nie słyszał!